Ewa Dereń

 

Terapia esencjami wielu kojarzy z osobą dr Bacha, angielskiego lekarza, który w latach 30. XX wieku odkrył wpływ subtelnych energii kwiatów i kwitnących roślin na poziom emocjonalny i psychiczny człowieka. Działając nimi na poziomy niefizyczne, potrafił leczyć fizyczne schorzenia ciała, gdyż te zawsze mają źródło w zaburzeniu harmonii duchowej.

Osób stosujących terapię esencjami energetycznymi nie ma w Polsce zbyt wiele. W szczupłym gronie terapeutów pracujących z użyciem autorskich, pozyskanych przez siebie esencji, jest Zbigniew Pląder, posiadacz jednego z pierwszych polskich certyfikatów w tej dziedzinie.

Terapia esencjami wielu kojarzy z osobą dr. Bacha, angielskiego lekarza, który w latach 30. XX wieku odkrył wpływ subtelnych energii kwiatów i kwitnących roślin na poziom emocjonalny i psychiczny człowieka. Działając nimi na poziomy niefizyczne, potrafił leczyć fizyczne schorzenia ciała, gdyż te zawsze mają źródło w zaburzeniu harmonii duchowej. W trakcie wieloletnich poszukiwań dr Bach stworzył 38 esencji kwiatowych, stając się prekursorem współczesnej terapii esencjami energetycznymi, dysponującej dziś ponad tysiącem różnorodnych esencji, nie tylko roślinnych.

Od Bacha do Andreasa Korte
Gdy Zbigniew Pląder po raz pierwszy zetknął się z esencjami, był - jak sam określa - człowiekiem poszukującym swojej ścieżki. Artysta malarz, absolwent krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, już podczas studiów zajmował się jogą, zgłębiał filozofię Wschodu, miał też za sobą doświadczenia z rebirthingiem. Wspólnie z żoną Wisłą, koleżanką z roku, także malarką, zaczynali tworzyć własny nurt w twórczości plastycznej - sztukę pozytywnie wpływającą na odbiorcę, którą nazwali malarstwem medytacyjno-afirmacyjnym. Z czasem miała się z tego narodzić terapia przez sztukę, dziś z powodzeniem stosowana przez nich podczas autorskich sesji i warsztatów. O ile jednak żona pozostała wierna malarstwu, Zbyszka Plądera niemal całkowicie pochłonęły esencje.

Pierwsze kroki stawiał u boku niemieckiego botanika Andreasa Korte, wielkiego następcy dr. Bacha i twórcy współczesnej terapii esencjami energetycznymi. Gdy w 1993 r. Korte przyjechał do Polski, Pląder był organizatorem seminarium z jego udziałem, a później sam uczestniczył w zagranicznych zjazdach dla terapeutów uzdrawiających esencjami. Od tego czasu jest pewien, że są one właśnie tym narzędziem, którego poszukiwał. Pozwalają bowiem szybko i skutecznie wpływać na subtelne poziomy energetyczne człowieka, oczyszczają z negatywnych wpływów i wzorców oraz wspierają samorealizację, uwalniając od dolegliwości psychicznych i fizycznych.

- Esencje działają na poziomie informacji, a więc bardzo szybko - wyjaśnia terapeuta. - Zdarza się, że w pięć minut potrafią "rozpuścić" w człowieku blokadę, której pozbycie się innymi metodami mogłoby zająć i kilka lat. Nie są lekarstwem, nie można ich przedawkować, nie powodują skutków ubocznych, nie sposób się od nich uzależnić. Działają bez względu na to, czy człowiek w nie wierzy, czy też nie, doskonale sprawdzają się nawet w przypadku małych dzieci. Nie kolidują z lekami przepisanymi przez lekarzy. No i są skuteczne: to, że choroba lub objawy powrócą po zakończeniu kuracji esencjami, zdarza się rzadko.

Mechanizm działania esencji jest podobny jak w homeopatii i dokładnie odwrotny niż w farmacji. Farmaceuta zakłada, że im większe stężenie jakiejś substancji, tym silniejszy lek. Dla homeopaty lek okazuje się tym skuteczniejszy, im bardziej rozcieńczony. W preparatach homeopatycznych o wysokich potencjach przekazywane są już wyłącznie cechy danej substancji, a nie ona sama. Podobnie wygląda sprawa z esencjami: to, co w nich działa, to nie skład chemiczny czy fizyczny, ale informacja. Być może właśnie dlatego mogły powstać w Anglii. W czasach dr. Bacha homeopatia miała tam bowiem silną pozycję i ten sposób myślenia nie okazał się szokiem przynajmniej dla pewnej części lekarzy czy pacjentów.

Na nieśmiałość orchidea
Esencje dr. Bacha znane są pod nazwą kwiatowych. Dziś pozyskuje się je ze źródeł znacznie bardziej różnorodnych, określając mianem energetycznych. Jednak Zbigniew Pląder uważa, że i ten termin jest nieścisły, ponieważ esencje oddziałują nie tylko poprzez emitowaną energię, ale przede wszystkim informacje, jakie zawierają. Czym jednak naprawdę jest ta informacja? I co to znaczy przekazać człowiekowi cechę rośliny? Terapeuta wyjaśnia to na przykładzie jeżyny.

- To roślina, która potrafi zadbać o siebie. Ma kolce, umie się bronić. Jest bardzo witalna, z raz zajętego terenu trudno ją wyplenić. Jej upór okazuje się niezwykły; może wypuścić pęd, który będzie rósł ukosem w powietrzu, bez żadnego podparcia, tak długo, aż dosięgnie oddalonego pnia drzewa, żeby się wokół niego opleść. Skutecznie przeciwstawia się trudnym warunkom środowiskowym, wiatrom, burzom. Słowem: ma cel i go osiąga. Takich cech potrzebuje człowiek bezwolny, o stłumionej sile przebicia, nieumiejący stawiać czoła przeciwnościom i realizować własnych celów. Esencja jeżyny dostarczy informacji o cechach tej rośliny, a tym samym pomoże mu uruchomić podobne cechy w sobie.

Z kolei esencję jarzębiny pozyskuje się w wysokich partiach gór, gdzie w trudnych warunkach klimatycznych radzą sobie tylko kosodrzewina i właśnie jarzębina. Co więcej, nie walczy ona tam o przetrwanie, lecz sprawia wrażenie, jakby wręcz eksplodowała energią. Toteż esencję górskiej jarzębiny stosuje się dla poprawy pracy żołądka, jeżeli została ona zakłócona tzw. trudami życia - przyczynami emocjonalnymi lub psychicznymi.

W praktyce nie jest to jednak takie proste. Nie istnieje bowiem bezpośrednie przełożenie ludzkich cech charakterologicznych na gotowe recepty (np. na nieśmiałość esencja orchidei, na chorowitość - dębu). Każdy człowiek jest inny, u każdego przyczyna jego problemu okazuje się różna. A o to właśnie w terapii esencjami chodzi: o usunięcie przyczyny. Dlatego nie ma gotowych esencji, które można by kupić i stosować wedle własnej autodiagnozy, a dla każdego człowieka tworzy się ich indywidualną kompozycję.

Pacjent poddający się terapii u Zbigniewa Plądera wychodzi od niego tylko z jedną buteleczką. Mieści się w niej kombinacja informacji, które mają pracować wyłącznie dla tej konkretnej osoby. Zanim jednak esencje zostaną dobrane, przedtem czeka chorego seans oczyszczający. Część problemów usuwa się zresztą już na tym etapie.

Gdy medycyna jest bezradna
- Człowiekowi, który do mnie przychodzi, esencje dobieram na samym końcu - wyjaśnia pan Zbyszek. - Najpierw sprawdzam, jak funkcjonuje on na poziomie energetycznym, jak pracuje jego system czakramów i ciał subtelnych. Jeśli są zablokowane, pracuję esencjami tak długo, aż cały system energetyczny zacznie funkcjonować sprawnie. Dopiero wtedy można zająć się kłopotami, o których mówi i doborem esencji.

W sytuacjach szczególnych, potrzebne jest rozłożenie terapii w czasie, nieraz nawet na kilka miesięcy. Zazwyczaj jednak esencje działają szybko, co sprawia, że terapia ta staje się coraz popularniejsza i atrakcyjna. Samego Zbigniewa Plądera do esencji przekonało kilka przypadków z początków praktyki, kiedy osiągnął spektakularne efekty.

Należy do nich m.in. wyleczenie chłopca męczonego przedziwnym tikiem. Wyrzucał on na zewnątrz cały język, silnie go przy tym wykręcając; sprawiał wrażenie, jakby chciał się go pozbyć. Robił tak w zupełnie nieprzewidzianych momentach - wielokrotnie przegryzł język, czasem kończyło się to szwami. Zanim trafił do healera, odwiedził wielu lekarzy i psychologów, jednak bez skutku.

- Zacząłem szukać przyczyny w psychice, także matki - wspomina terapeuta. - Stwierdziłem, że problem zaczął się jeszcze przed urodzeniem chłopca, w szóstym miesiącu ciąży. Kobieta obejrzała wówczas ekranizację "Krzyżaków" i silnie przeżyła scenę wyrywania języka Jurandowi. Dziś już wiemy, że płód przeżywa wszystkie uczucia matki. Zacząłem więc szukać esencji zdolnej rozpuścić w dziecku pamięć tego doświadczenia. Po trzech tygodniach podawania esencji chłopak przestał wypychać cały język na zewnątrz, czasem go tylko lekko wysuwał, a po trzech miesiącach kuracji tik zanikł całkowicie. Przyznam szczerze, że sam bytem zdumiony.

Innym razem przyprowadzono kilkuletnią dziewczynkę wpadającą w histerię na widok jakiegokolwiek owada. Co więcej, fobia nie ograniczała się do prawdziwych robaków; dziewczynkę męczyły także urojenia. Np. widziała robaki w swoim łóżku, śniły jej się, a przez wiele miesięcy budziła się w nocy z płaczem.

- Przyczyna leżała w uszkodzonym ciele astralnym - wspomina Zbigniew Pląder. - Po seansie oczyszczającym otrzymała esencje uwalniające od fobii i po dwóch miesiącach problem skończył się bezpowrotnie. Babcia dziewczynki była zachwycona, widząc, jak wnuczka spokojnie zdejmuje ze swego kocyka mrówki czy inne owady i przenosi je na trawę.

Szczególnie efektowne było działanie esencji u dorosłych sióstr, od lat prześladowanych uporczywym bólem głowy. Nie pomagały żadne środki uśmierzające ani terapie kolejnych lekarzy. Zdaniem healera leczenie nie mogło być skuteczne, gdyż przyczyna leżała poza ciałem fizycznym, w ciele mentalnym. Esencje poradziły sobie z problemem po kilku spotkaniach. Ból ustąpił całkowicie i w sposób trwały.

- Zawsze szukam przyczyny choroby - wyjaśnia terapeuta. - Bez tego żadne leczenie nie będzie skuteczne. Może na pewien czas zlikwidować objawy, ale bez usunięcia przyczyny ból i tak powróci.

Tę opinię potwierdza przypadek młodego człowieka - pacjenta szpitala psychiatrycznego. Żył bez kontaktu z otoczeniem; nie mówił, nie wykazywał reakcji na świat zewnętrzny i ludzi. Wypisano go do domu z diagnozą, że przewegetuje w ten sposób resztę życia. Jego matka, szukając pomocy, trafiła do Zbigniewa Plądera. Już po pierwszej wizycie mężczyzna sprawiał wrażenie, jakby ocknął się z letargu, zaczął rozglądać wokół siebie. W trakcie kolejnej wizyty nawiązano kontakt wzrokowy, a na trzecim spotkaniu już normalnie porozumiewał się z matką i terapeutą.

- Później poinformowano mnie, że skończył szkołę, zrobił prawo jazdy i zaczął pracować - opowiada healer. - Z medycznego punktu widzenia nie można mu było pomóc, gdyż choroba tkwiła poza ciałem fizycznym. Wystarczyło oczyścić pacjenta z niepożądanych wpływów.

Podziękować roślinie
Sposoby pozyskiwania esencji są tajemnicą każdego z ich twórców. Dr Bach zanurzał zerwane kwiaty w wodzie i wystawiając na działanie promieni słonecznych uzyskiwał wodę bogatą w wibracje danej rośliny. Dziś jednak roślin już się nie uszkadza. Każda z osób tworzących esencje wypracowuje własną metodę pozyskiwania potrzebnych informacji.

- Istota wszystkich metod jest taka sama: trzeba połączyć się z daną rośliną mentalnie i poprosić o informację dotyczącą jej cech. To oczywiście duże uproszczenie, bo istnieją tu specjalne techniki i zasady, będące tajnikami warsztatu każdego twórcy esencji - tłumaczy Zbigniew Pląder. - Najlepszym nośnikiem dla tak pozyskanej informacji okazuje się woda, jako że ma zdolność przyjmowania informacji, a następnie przekazywania jej dalej. Woda to także najlepsze medium dla człowieka, ponieważ w znacznej części jest składnikiem naszego ciała.

Andreas Korte opracował metodę, tzw. krystaliczną, posługując się geodą krystaliczną - kulą kryształów, która w środku jest pusta. Po przecięciu powstaje jakby kryształowe naczynie, do którego wlewa się wodę. Ja nie stosuję geody, wodę umieszczam od razu w butelce. Ten pierwotny roztwór służy następnie do tworzenia esencji. W całym procesie pozyskiwania esencji istotne jest porozumienie mentalne i prośba skierowana do rośliny oraz podziękowanie.

Zbigniew Pląder ma dziś w swym arsenale blisko tysiąc esencji, choć w pracy najczęściej stosuje około stu. Każda zawiera wibrację innej rośliny, kamienia szlachetnego, a nawet kamieni z przestrzeni pozaziemskiej. Nie pracuje z esencjami zwierzęcymi czy tzw. esencjami mistrzów, choć na świecie są i takie. Ma kilka bardzo ciekawych esencji autorskich, szczególnie potrzebnych współczesnemu człowiekowi. Należą do nich np. esencje oczyszczające ze skutków życia w smogu elektromagnetycznym. Z kolei esencja boskiej matki wpływa na wszystko, co związane z kobiecością, szczególnie z postrzeganiem i akceptowaniem jej przez kobiety. Często używana jest esencja o nazwie aktywność, pomagająca rozwiązać tzw. sytuacje bez wyjścia.

- Zazwyczaj nie oznacza to, że wyjścia naprawdę nie ma. Chodzi tylko o to, ze człowiek go nie widzi - mówi pan Zbyszek. - Przypomina wówczas kogoś stojącego w kącie pokoju twarzą do ściany. Tacy ludzie są przekonani, że wyjścia z tego kąta nie ma i tkwią tam nieraz wiele lat, bardzo się męcząc. Esencja niejako "odwraca" zainteresowanego o 180 stopni i pozwala zmienić perspektywę widzenia: teraz ścianę ma za plecami, a przed sobą przestrzeń, a więc i wyjście. Ponadto dostarcza siły do zrobienia pierwszego kroku ku zmianie sytuacji.

Czas niezwykłych przemian
Praca z esencjami to nie tylko szybkie efekty terapeutyczne na planie fizycznym i mentalnym. By tworzyć nowe esencje i lepiej wykorzystywać już posiadane, trzeba wciąż pracować nad własnym rozwojem. Doskonalić się wewnętrznie, rozwijać intuicję, słowem starać się wiedzieć coraz więcej. Zajmując się takim samorozwojem Zbigniew Pląder poczynił wiele obserwacji ogólniejszej natury.

- Usuwając przyczyny ludzkich problemów na poziomie ciał subtelnych, poznawałem budowę człowieka na niewidzialnych poziomach. Im dłużej pracuję, odnajduję ciągle nowe, nieznane mi wcześniej elementy. Cała ta sytuacja budzi moje zdumienie, a równocześnie zachwyt nad naszą złożonością i wielkością. Od kilku lat obserwuję zmiany mające wpływ na rozwój ludzi, nie wynikające z ich aktywności ani dążeń. Są raczej darem, o którym jeszcze nie wiemy. Ma on na celu przyspieszenie procesu rozwoju. Przez tysiące lat ludzie wiedzieli, że ich wyższe Ja jest najwyższą jaźnią. Od kilku lat pojawiają się nowe jaźnie i nowe ciała świetlne. Można z tego wyciągnąć wniosek, że żyjemy w czasach niezwykłych przemian i mam wrażenie, że Polska wyprzedza tu resztę świata o kilka lat.

W tym procesie mają swój udział także esencje. Nie tylko pomagają rozwiązywać problemy, ale wykazują właściwości przyspieszania rozwoju ludzkich możliwości. Dzieje się to również w czasie kursów i warsztatów prowadzonych przez terapeutę, na których uczy oczyszczania siebie i innych, posługiwania się esencjami i rozwijania intuicji, co umożliwia uzyskanie certyfikatu doradcy esencji energetycznych. Jednocześnie zaś ich uczestnicy przeżywają niesamowitą przygodę: - podróż w głąb siebie i odkrywania zdumiewających możliwości człowieka. 


Opublikowano w:
Nieznany Świat 4 / 2006, s. 52-54

 

 

 

 

 

WYPRZEDAŻ!!!


ESENCJE UŻYWANE

WYPRZEDAŻ!!!
        Zobacz szczegóły          

 

ZAPISY!!!

     

KONCENTRATY
ZAPISY!!!
26.02. - 01.03.2018
     Zobacz szczegóły          

Quantec - NOWOŚĆ!!!

Video

Poradnik

"Esencje Matki Ziemi"
Esencje Nowej Generacji